Słowo od… R. Więckiewicza

przez Ola @ Marzec 29, 2020

Wspólne rozmowy

„Nie interesują mnie pozorne relacje, pozór kontaktów i samozachwyt, że jesteśmy en vogue, trendy, w głównym nurcie. Nie jesteśmy. Jesteśmy w dupie. Jeśli pani nie usiądzie i nie będzie mogła porozmawiać ze swoimi bliskimi normalnie, to jest pani w dupie, za przeproszeniem. I siedem tysięcy znajomych na Facebooku nic tu nie pomoże.”

LOT do domu

przez Ola @ Marzec 24, 2020

Pod koniec marca miałam być w Pradze, spacerować po mieście z moją przyjaciółką, wspominając nasze dawne, londyńskie czasy, ale Czechy zamknęły swoją przestrzeń powietrzną, by zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa.
Spontanicznie pomyślałam o spędzeniu tego czasu z rodziną w Polsce, kiedy chwilę później i nasz kraj zmusił mnie do zmiany tych planów:(
Nie było mi do śmiechu, myśląc o powadze sytuacji w Europie i totalnej ignorancji po drugiej stronie Morza Północnego.
Bez rządowych wytycznych na Wyspach, Londyn żył swoim dawnym życiem, sprawiając wrażenie zupełnie uodpornionego na zewnętrzne wydarzenia.
Poszczególni pracodawcy też mieli ograniczone możliwości decyzyjne lub zupełnie związane ręce, dlatego nadal, o zgrozo, chodziliśmy do pracy, nadal poruszaliśmy się po mieście publicznym transportem i nadal można było spotkać się w większej grupie znajomych w pubie, czy pójść na koncert.
Kiedy zaczęłam się już godzić z myślą, że będę w Londynie w tych niepewnych czasach, usłyszałam o akcji LOT-u, umożliwiającej powrót do kraju rodakom rozsianym po świecie, gdy nie mają już innej możliwości i sama postanowiłam skorzystać, by być na swojej ziemi. Akcja #lotdodomu polega na wypełnieniu krótkiego formularza zgłoszeniowego, w którym podałam swoje dane osobowe, kontaktowe i podróżne. Kilka godzin później dostałam maila od LOT-u o możliwości zakupu biletu na następny lub kolejny dzień, gdzie przekierowana na główną stronę, dopełniłam reszty standardowych formalności rezerwacyjnych i stałam się szczęśliwą posiadaczką miejsca w samolocie czarterowym do Warszawy. W obecnej sytuacji, mając bilet tylko w jedną stronę i to bez 100% gwarancji powrotu na Wyspy za dwa tygodnie, organizując wyjazd z dnia na dzień, czułam się trochę jakbym uciekała… ale wiedziałam, że muszę wziąć swoje zdrowie w swoje ręce, bo niestety w Londynie nie miałam na co liczyć, tylko biernie czekać na… drugie Włochy.

PLL LOT - Boening 787 Dreamliner

Sam samolot okazał się Boeingiem 787 – dreamliner, dlatego podróż minęła mi bardzo komfortowo na oglądaniu „Szczygła” z lotowskiej videoteki. Gdyby nie zakryte maseczkami ochronnymi twarze personelu pokładowego, pomiar temperatury u wszystkich pasażerów, czy wypełnianie kart lokalizacyjnych, to można byłoby uznać ten rejs za całkiem zwyczajny. W wypełnionej po brzegi maszynie, na ponad dwie godziny, skupiło się pod jednym dachem ponad 250 osób, a nas poproszono, by w ramach ochrony współpasażerów i załogi przed wirusem… nie gromadzić się przy toaletach, co w tej sytuacji było śmieszne, ale naprawdę wszyscy się dostosowali. Niestety, obowiązek wypełnienia ankiety podczas lotu wiązał się z pożyczaniem długopisu, a nie każdy spisuje myśli tak jak ja, nosząc go ze sobą wśród innych niezbędnych rzeczy i tak, z rąk do rąk, przekazywaliśmy sobie bakterie…

Boeing 787 - Dreamliner

Po wyjściu z samolotu, stałam w godzinnej kolejce do odprawy paszportowej, stłoczona z innymi podróżnymi, która dłużyła się w nieskończoność ze względu na obowiązek ponownego podania adresu i wysłuchania zasad 14-dniowej kwarantanny, którą objęci są wszyscy obywatele, wracający do kraju po 15 marca. Później, już na własną rękę, każdy musiał dojechać do swojego docelowego miejsca, co niestety też stwarzało potencjalne zagrożenie dla innych podróżnych… choć podobno już dzień później na lotnisku poprawiono zasady bezpieczeństwa i wydzielono specjalne strefy, by nie narażać się wzajemnie. Ja, mając na uwadze dobro innych i swoje nie rozstawałam się z moją maseczką również w ostatnim (czwartym tego dnia) transporcie do celu, czego większość przylatujących z Wielkiej Brytanii nie miała w ogóle na sobie podczas lotu.

Mimo wszystko… jestem niesamowicie wdzięczna akcji #lotdodomu za możliwość dotarcia do kraju, kiedy przestrzeń powietrzna dla innych linii została zamknięta. Pomimo kwarantanny, której półmetek mija mi dopiero dzisiaj, to jestem w domu rodzinnym, a nie sama w Londynie, gdzie nikt do tej pory niczym się nie przejmował… PLL LOT dziękuję!!!

Uważajcie na siebie i bądźcie zdrowi!!!

Słowo od… B. Pawlikowskiej

przez Ola @ Marzec 22, 2020

Wiosenne żonkile

„Wszystko można zacząć od nowa. Nieważne co było. Tak mówi wiosna…”

Islandia, cz. 4 – Wyspiarskie ostatki

przez Ola @ Marzec 18, 2020

Z uwagi na brak wiary w prognozowaną z wyprzedzeniem pogodę w Anglii, która i tak potrafi zmienić się kilkukrotnie w ciągu dnia, nie do końca wierzyłam również w trafność zapowiedzi huraganowego wiatru w zachodniej części Islandii. Z drugiej strony, przerażał mnie widok wywieszonych, możliwie wszędzie, ostrzeżeń o nadchodzących zmianach w pogodzie, nakazujących jednocześnie zaniechanie jakichkolwiek podróży.
Zgodnie z przewidywaniami, wichura dotarła do Reykjaviku w południe, zastając nas jeszcze na ostatnich zakupach…

Reykjavik - centrum

Reykjavik - Islandia

Reykjavik

Harpa, Reykjavik

Nie przedłużaliśmy zbędnie tych wędrówek, tylko wróciliśmy do bazy, gdzie zostało już tylko czekać na otwarcie dróg dojazdowych do miasta.

Reykjavik - Harpa

Reykjavik - zatoka

Naturalną konsekwencją było też odwołanie wszystkich lotów, dlatego i my, jeszcze tego samego dnia, zostaliśmy bezpośrednio poinformowani o sytuacji przez naszego przewoźnika, po czym ruszyła machina organizacji noclegu i zmiany rezerwacji.
Docelowo, zostaliśmy ulokowani w Keflaviku, by być jak najbliżej lotniska i zdążyć szybko tam dotrzeć, gdy tylko pojawi się możliwość wylotu. W naszym nowym lokum niczego nam nie brakowało poza wewnętrznym spokojem, bo jak wiadomo, w tej sytuacji nie było mowy o pełnym relaksie, ale był za to czas, by przyjrzeć się zrobionym zdjęciom, poczytać przywiezione książki i obejrzeć coś na Netflixie, zajadając się lokalną lukrecją w możliwie wszystkich wariantach…

Nowe lokum, Keflavik, Islandia

Kiedyś śmiałam się z mojej babci jak mówiła, że muszę jeść więcej, bo inaczej wiatr mnie przewróci, ale w islandzkich warunkach było to naprawdę realne:)

Sztorm, Keflavik - Islandia

Nigdy w życiu nie doświadczyłam czegoś takiego, dlatego z dłuższym spacerem po naszej nowej okolicy trzeba było poczekać aż do poprawy pogody, bo nie chciałam polecieć  w nieznane jak… balonik:)

Keflavik - port, Islandia

Keflavik - miejska zabudowa, Islandia

Keflavik, kościół - Islandia

Keflavik - domy

Keflavik w sobotę

Jak napisał Piotr Milewski w swojej książce o Islandii: „Podróż potrafi być bardzo surowym nauczycielem, takim jakiego boimy się i nienawidzimy w czasach szkolnych, ale po latach – w przeciwieństwie do wszystkich łagodnych i leniwych belfrów – wciąż wspominamy go w gronie dawnych kolegów, a może nawet zapraszamy na rocznicowe uroczystości. Wytargane uszy i czerwień w zeszytach pamiętamy znacznie dłużej niż piątki zdobyte bez wysiłku. Tak samo ból pleców i odciski na stopach na dłużej zapadają nam w pamięć niż piękne widoki i chłód klimatyzowanego przedziału.” Kiedy po dwóch dniach wiatr w końcu się uspokoił, krajobraz po burzy był przytłaczający,

Po burzy, Keflavik, Islandia

Spoglądając w morze... Keflavik, Islandia

ale ostatecznie spacer na świeżym powietrzu podziałał na mnie kojąco…

Panorama zatoki w Keflaviku

A boat, Keflavik, Islandia

Keflavik - marina, Islandia

Keflavik zatoka, Islandia

Spacer w słońcu, Keflavik zatoka, Islandia

Wraz ze słoneczną aurą przywrócono też ruch lotniczy i jeszcze przed północą opuściliśmy Islandię, mając nadzieję, że nie była to ta ostatnia wizyta…